Po dość krótkich namowach wybraliśmy się dzisiaj w spaniałą pogodę w kierunku jednego z ładniejszych szlaków małopolski. Widok białej skały oraz krętych dróg, to w istocie najmilsza memu sercu frajda.
Słońce ciepło grzało asfalt, ale temperatura nie przyczyniała się do tworzenia kropel potu na skroniach. Pozwoliło to skupić się na otoczeniu i na zrobieniu paru atrakcyjnych fotek
Wpierw podjechaliśmy do Wojtka, którego przemiła małżonka ugościła nas domowymi lodami i włoskim Expresso. Oglądnęliśmy przy tej okazji garaż, który może wskrzesić do dalszej jazdy niejedne pradawne zwłoki. Potem ryneczek w Olkuszu i droga w kierunku Pustyni Błędowskiej, gdzie czekał na nasz Marian. Dziś było dość pusto na drogach (mecz był jakiś czy cóś), za to jednośladów całkiem niezła wataha.
Gdy dotarliśmy do miejsca przeznaczenia, okazało się że nasi gospodarze jeszcze kręcą się w polu.
Zatem piwko 0% i czekamy... są
Specjalnością całego regionu jest Pstrąg, zatem może być i aromatycznie pachnąca ziołami rybka.
Musze przyznać że to moja 3-cia w tym sezonie i nie ukrywam że wcale nie mam ich dość.
Potem całkiem niemałe lody nad taflą Złotego potoku i wycieczka nad jezioro gdzie czas było się rozstać.
Towarzysze nie ukrywali że było to dla nich przełomowe wydarzenie, ponieważ są na początku odkrywania przyjemności w przemierzaniu najodleglejszych ostępów na 2ch kołach.
Nasza podróż jednak się nie kończy.
Pełen bak wysuszony. Czas ponownie zatankować i czas w drogę.
Odwiedziliśmy Mariana i jego ostoję. Fantów w niej tyle że następnym razem przyjdzie mi ubrać filcowe sandały, albo szpitalną folię bo już dziś to miejsce robi bardzo pozytywne wrażenie.










































