o nie nie...

w polsce instytucja ścieżek rowerowych nie działa sprawnie, bo ścieżki są na 100m a później zjazd na ulicę, a następna jest kilka kilometrów dalej... poza tym piesi nie zwracają uwagi jak chodzą po ścieżce i nie da się jechać między nimi. Nie dalej niż wczoraj, staliśmy z Lukasem na grójeckiej, obok szkoły nauki jazdy. Stała kobieta na ścieżce rowerowej, kilka rowerów próbowało ją omijać, aż w końcu stojący obok instruktor jazdy zwrócił jej uwagę "czy mogłaby pani stanąć na chodniku, bo stoi pani na ścieżce dla rowerów", pani, choć nie wyglądająca jakoś nienagannie, odpowiedziała "odpierdziel się pan ode mnie"... instruktor machnął ręką i się odwrócił. W tym momencie podjeżdża chłopak na rowerze, typu leżącego, i trzyma w ręku majonez. Kobita na środku drogi, więc szanowny kolega ścisnął tubkę z majonezem i pani dostała po głowie, i to całkiem sporo. Pani się odsunęła, chłopak przejechał. Wtedy babka w ryk, dzwoni do straży miejskiej, awantury na ulicy, my nie wiedząc co się stało chcieliśmy łapać łobuza, przyjeżdża straż... i sprawa się wyjaśnia. No chłopak burak, nie wychowany, ale jak wszyscy usłyszeli co się stało, to i my i straż miejska się zapakowaliśmy i odjechaliśmy. W Polsce ludzie nie wiedzą do czego służą ścieżki rowerowe, bo są za młode, jest ich za mało, a my nie lubimy, że ktoś nam mówi jak i gdzie mamy chodzić czy jeździć.
Bronię rowerów, bo wystarczy przejechać się po Wwie raz, a zobaczy się jak te pojazdy, które są najzdrowszym, najmniej ingerującym środkiem transportu są gnębione. My na Vespach dodajemy gazu i sru uciekamy z trudnej sytuacji, a rowery co? 15km/h co mogą zrobić względem samochodu. My narzekamy, że jesteśmy spychani... a co dopiero oni.
Nie ma w Polskich miastach miejsca dla rowerów. Ani na chodnikach, ani na jezdni, dlatego muszą się pokazywać w masie, żeby ten problem był zauważany.
Nikt nie będzie na to przeznaczał pieniędzy, jeśli to nie będzie problemem dla wypasionych kierowców, albo parę osób nie zginie.
Dlatego też myślę, że te akcje nie są złe. A jeśli przejeżdża się przez miasto grupą skuterów, to ile wyobraźni się otwiera, ile osób które to widzi zaczyna marzyć o jednośladzie, nawet jeśli to kogoś wnerwi, to też po to. Samochody blokują miasto 5 dni w tygodniu, nie pokazując nic, nie manifestując nic, oprócz tego, że im się nie chcę autobusem jeździć, niech skutery też pokazują że są, niech kierowcy uczą się, że nie jesteśmy przypadkową jednostką, tylko falą, która jest również odpowiedzią na te korki. O!
